Zazwyczaj jest tak, że na trudne pytania nie ma łatwych odpowiedzi. Są być może i takie, na które nikt z nas i tak nie potrafiłby odpowiedzieć. Szukanie odpowiedzi jest trudne, ale jest też pewnego rodzaju wyzwaniem. Trzeba tylko wiedzieć,gdzie szukać. Dla mnie takim "miejscem" jest Pismo Święte.
Najpiękniejsza recepta na życie =).

środa, 10 marca 2010

Pytanie 5: Do czego potrzebna jest miłość?

-->
Łk 15,1-3.11-32



W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się.

      Przypowieść o synu marnotrawnym, a właściwie o miłosiernym Ojcu ma trzech bohaterów. Wszyscy oni z pozoru są aktywni, formułują swoje wypowiedzi, spełniają określone obowiązki. Przypowieść ta jest bardzo dynamiczna i pełna akcji. Spróbowałam więc prześledzić drogę każdego z trzech bohaterów za pomocą uproszczonych schematów. Wnioski po stworzeniu tychże prowizorycznych rysunków wyglądały mniej więcej tak:


MŁODSZY SYN – CZYLI ŻYĆ Z CHARAKTEREM
      Drogę młodszego syna mógłby symbolizować okrąg. Jego początek stanowi dom rodzinny. Kolejny etap to podjęta przez chłopaka REFLEKSJA („ależ tu nudno, chcę odejść i nacieszyć się życiem"). Refleksja prowadzi do konkretnej decyzji. Syn udaje się do ojca i żąda należnej mu części majątku.  Następnie mamy do czynienia z czasem DROGI. Syn odchodzi. Żyjąc rozrzutnie, bawiąc się dochodzi do moralnego (i finansowego =)) upadku. Przypowieść mówi nam o czterech stopniach jego degradacji: roztrwonieniu majątku, głodzie, pracy polegającej na pasaniu świń (zwierzę nieczyste dla Izraela - a więc osiągnął naprawdę społeczne dno), podjadaniu strąków świniom (nikt mu nie chciał ich nawet dać!). W tym miejscu następuje REFLEKSJA 2 („u Ojca nawet najemnicy mają co jeść, wrócę”). Młodszy syn ponownie wyrusza w DROGĘ. Widzimy tu więc pierwszą symetrię: refleksja-refleksja, droga – droga. Kolejnym punktem na okręgu będzie spotkanie z ojcem. Kulminacyjny moment przypowieści. Po nim nastąpią cztery stopnie nobilitacji: szata, pierścień, sandały, uczta. Młodszy syn zostaje obdarowany wszystkim tym, co odróżniało człowieka wolnego od niewolnika. Cztery etapy odzyskiwania wolności są paralelne do czterech stopni  jej utraty. Syn odzyskuje swoją godność, którą stracił w obcej krainie.

OJCIEC – CZYLI MIŁOŚĆ CI WSZYSTKO WYBACZY
     Drogę ojca odwzorowuje linia prosta. Wiedzie ona od rodzinnego domu, jakieś 100 – 200 metrów w przód. I z powrotem. Przypowieść mówi nam bowiem wyraźnie: A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. Skoro ojciec ujrzał syna, gdy ten był jeszcze daleko, oznacza to, że musiał go wypatrywać. Inaczej przedstawiona sytuacja nie mogłaby mieć miejsca. Myślę, że można wyobrazić sobie ojca, jak każdego dnia wychodzi daleko przed dom, oczekując, że może dziś, może właśnie tego wieczoru ukochany syn powróci do domu. Gdy tak się dzieje, następuje jedna z najpiękniejszych ewangelicznych scen: A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się.
   Wracając do samego spotkania: ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko. Użyte tutaj greckie słowo, przetłumaczone na język polski jako „wzruszył się” zastosowano w Ewangelii wyłącznie na określenie uczuć jakich doświadcza Pan Jezus w zetknięciu z ludzkim nieszczęściem, biedą, chorobą. Wyjątkiem są trzy sytuacje, w których to słowo nie pojawia się w odniesieniu do Chrystusa: wzrusza się ojciec z naszej przypowieści, wzrusza się miłosierny samarytanin (Łk 10,33) i łagodny pan z przypowieści o nielitościwym dłużniku (Mt 18, 27). Wzruszenie ojca jest więc podobne wzruszeniu Boga. Dlatego przerywa synowi nim ten, zgodnie z mową, którą ułożył sobie, będąc jeszcze na obczyźnie, wypowie zdanie: już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Ojciec nie pozwala mu wypowiedzieć tych słów. Obdarowuje go godnością syna i wyprawia dla niego wielką ucztę.

STARSZY SYN – CZYLI KŁOPOTY Z MIŁOŚCIĄ
          Starszy syn na moim schemacie został oznaczony po prostu kropką. W żaden sposób nie mogłam wymyślić jego drogi.  W końcu doszłam do wniosku, że po prostu jej nie było. Jako jedyna z postaci tej przypowieści, nie wykonuje on żadnego duchowego ruchu, nie dokonuje się w nim żadna przemiana. Jest w porządku, tak w porządku, że nie rusza się z miejsca. Gdy jednak przyjrzymy się jego postaci można zauważyć, jak wiele pozostało w nim zranień i ukrytego żalu.
           Po pierwsze gdy wraca z pola i słyszy odgłosy uczty, nie udaje się do domu, żeby sprawdzić co się dzieje. Posyła niewolnika. Czy tak zachowuje się człowiek we własnym domu? Chyba nie. Syn świadomie dystansuje się do tego, co widzi, nie chce być uczestnikiem zdarzeń. Ale jego zachowanie prowokuje reakcję ojca. Gdy przychodzi on by wyjaśnić zaistniałą sytuację, starszy syn wybucha: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi.  Wczoraj miałam okazję rozmawiać o tej przypowieści i jedna z osób zauważyła, że w tym miejscu starszy syn skłamał. Otóż cała przypowieść zaczyna się od podziału majątku między synów. Każdy z nich otrzymał, co mu się należało. Starszy syn także. Nie prawdą są więc słowa: ale mnie nie dałeś. Ojciec dał mu wszystko, a nawet więcej, gdyż także to, co było jego własnością stało do dyspozycji syna (wszystko co moje do ciebie należy). Inna sprawa dlaczego starszy syn nie korzystał z otrzymanej części majątku, nie bawił się, nie ucztował. Co zrobił ze swoim skarbem?
             Po drugie starszy syn mówi: służę ci. Stawia się jakby w pozycji niewolnika. Ale niewolnik nie pracuje z miłości. Pracuje z obowiązku. W ogóle miłość wydaje się być największym  problemem starszego syna. On zachowuje się w stosunku do ojca, jak sługa w stosunku do swego pana. O bracie nie mówi: „mój brat” ale zwraca się pogardliwie: ten syn TWÓJ – jakby wypierając się łączących go z rodzeństwem więzów. Wniosek jaki można wysnuć z jego zachowania jest prosty – jest on zazdrosny o miłość ojca. Może chce właśnie powiedzieć: „całe życie ci służę, całe życie próbowałem zbudować z tobą taką wieź, jaką miał ten młodszy syn. Ale nie potrafiłem”.

I…

              Starszy syn pokazuje, że można być blisko kogoś,  mieć drugą osobę na wyciągniecie ręki. Budzić się przy kimś, jeść z nim śniadanie, spędzać wieczory, pracować, chodzić do kościoła, mijać się tysiące razy w ciągu dnia, rozmawiać, bawić się, mieszkać. A jednak być OBCYM. Można być tak bardzo w porządku, że nie zrobi się kroku nie tylko do przodu (a więc żadnego postępu) ale nawet do tyłu. Dlatego myślę, że starszy syn jest najsmutniejszą postacią tej przypowieści. Jego przykład pokazuje, że bez miłości ZAWSZE BĘDZIEMY STAĆ W MIEJSCU. Bez miłości niczego nie zaryzykujemy, nie popełnimy błędów i nie naprawimy ich, nie przeżyjemy przygody, nie poznamy smaku cierpienia i uroku szczęścia.

              Ten, kto kocha także może popełniać błędy, ranić, przepraszać, uciekać i wracać, rzucać się z pasją na nowe przygody, poszukiwać ciekawych doznań, odchodzić, poznawać gorycz upadku i  radość powstania. To nieuniknione. Miłość nie jest kartą gwarancyjną, że nic się w nas już nie popsuje, że będziemy idealni jak szwajcarski zegarek. Ale wiara w miłość pozwala powiedzieć prawdziwe „przepraszam”, które prowadzi z powrotem w ramiona Ojca.


2 komentarze:

  1. No powiem, że początek tego wpisu bardzo przypomina mi jakieś naukowe opracowanie.
    Bardzo ta statyczna postawa starszego syna przypomina dzisiejszą ewangelię:
    "Faryzeusz stanął i tak w duszy
    się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w
    piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika."
    Bo można uważać, że jest się w porządku (brak dynamiki duchowej), że złego się nie robi i że inni żyją gorzej. Ale to nie znaczy, że tak jest naprawdę.
    To jedno.

    Drugie - dwa ostatnie akapity po "I..."
    Bardzo mocne, bardzo głębokie i bardzo piękne słowa. Samo życie bez teoretycznych dywagacji, które mogłyby na początku wpisu zmylić czytającego.
    Już kiedyś słyszałem takie treści, ale teraz one bardzo do mnie przemówiły i niezwykle mnie poruszyły. Naprawdę poruszyły.
    Dziękuję.

    I proszę o więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. mnóstwo tu u Ciebie inspiracji!

    pozdrawiam,
    Paula

    OdpowiedzUsuń