Zazwyczaj jest tak, że na trudne pytania nie ma łatwych odpowiedzi. Są być może i takie, na które nikt z nas i tak nie potrafiłby odpowiedzieć. Szukanie odpowiedzi jest trudne, ale jest też pewnego rodzaju wyzwaniem. Trzeba tylko wiedzieć,gdzie szukać. Dla mnie takim "miejscem" jest Pismo Święte.
Najpiękniejsza recepta na życie =).

wtorek, 15 grudnia 2009

Pytanie pierwsze: Jak żyć?

Łk 3,10-18 
Pytały go tłumy: Cóż więc mamy czynić? On im odpowiadał: Kto ma dwie suknie, niech [jedną] da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni. Przychodzili także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i pytali go: Nauczycielu, co mamy czynić? On im odpowiadał: Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono. Pytali go też i żołnierze: A my, co mamy czynić? On im odpowiadał: Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie. Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym. Wiele też innych napomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę.

     Jak żyć, to jedno z podstawowych pytań, jakie stawia sobie myśląca istota (nie myśląca nie stawia ich sobie zapewne w ogóle=)). Można dopowiedzieć: jak żyć wartościowo, jak przeżyć swoje życie z poczuciem, że miało sens? Na takie pytania nie ma podobno prostych odpowiedzi. A jednak Ewangelia, którą zacytowałam, wydaje się takiej odpowiedzi udzielać.
     Jan Chrzciciel nie jest chyba najpopularniejszym świętym Kościoła. Może zawdzięcza to swoim wizerunkom, tym przedstawiającym go za życia - na których często widnieje z  wielką rozwichrzoną czupryną i w wielbłądzim, wytartym wdzianku, i tym ukazującym go po śmierci - czytaj: głowa na tacy, taca w ręku pięknej Salome.
    Jan Chrzciciel, który pół życia spędził na pustyni, zadowalając się mało urozmaiconym menu (szarańcza i miód) i samotnością, wydaje się ostatnią osobą, która może coś życiowego i sensownego współczesnemu człowiekowi powiedzieć . A jednak mówi. On - trochę Boży szaleniec, może nieco fantasta (jak wszyscy święci) radykał jakich mało, zdolny do niepojętych wyrzeczeń, o którym sam Pan Jezus mówi, że spośród ludzi nie ma większego od niego... on podaje najprostszą odpowiedź na najtrudniejsze pytanie.
   Kiedy ludzie zapytali go, co mają czynić (aby się zbawić - huczne słowo) - odpowiedział, jakby nigdy nic, podając dwie drogi prowadzące do tego celu. 

 Droga I - KTO MA - NIECH DA.
 Kto ma dwie suknie, niech [jedną] da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni.


     Jan Chrzciciel mówi: masz to daj też innemu, który nie ma. Nie mówi: jak masz za dużo, jak ci zbywa, jak leży w szafie nieużywane, jak ci nie smakuje. Mówi: masz - więc podziel się. Nie musisz mieć dużo (ani za dużo). Możesz mieć w sam raz, a nawet i tobie może trochę brakować, ale mimo to dawaj. To dawanie nie musi być proste, bezbolesne też nie. To dawanie będzie w nas ciągle rodziło wątpliwości. Komu dać. Czy dać menelowi, proszącemu o 50 groszy na wino, czy dać alkoholiczce żebrzącej na klatce (a przecież mogłaby się wziąć do roboty, jako chociażby sprzątaczka - autentyczna opinia, którą usłyszałam dzisiejszego popołudnia).. To dawanie będzie nas kosztowało. I nie może ograniczyć się tylko do pieniędzy. Daje się też swój czas, swoją twórczą inwencję, swoje zaangażowanie. To chyba nie jest dziś trendy. Ale bez tego nie dojdzie się do Królestwa. 


Droga II  - JAK COŚ ROBISZ, TO RÓB TO DOBRZE.
Przychodzili także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i pytali go: Nauczycielu, co mamy czynić? On im odpowiadał: Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono. Pytali go też i żołnierze: A my, co mamy czynić? On im odpowiadał: Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie. Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w serca.


     O co w tym wszystkim chodzi? Mówiąc najkrócej... chcesz żyć z sensem, żyj uczciwie. Nie szukaj okazji do dobra na księżycu. Nie musisz pisać listów do Amnesty International (choć możesz), nie musisz wyjeżdżać do kraju trzeciego świata (choć możesz), nie musisz robić niczego wielkiego ani niezwykłego. Jan (tak, ten Jan trochę z innego świata, wydawałoby się), nie powiedział do celników (a nie byli oni wśród Żydów powszechnie szanowani, o nie): "to wy koledzy zmieńcie fach". Do żołnierzy nie wykrzyczał: "Peace and love". Nic z tych rzeczy. Żadnych radykalnych posunięć. Zamiast tego prosta rada: to, co robisz, rób najlepiej jak umiesz. Nie tłumacząc się, że ci nie zależy, bo 5,99 na rękę, bo szef jest wredny, bo to tylko przejściowa praca, bo w tym kraju nic się nigdy nie zmieni, bo.... (dopisz swoje=)). Jan nie wspomina o taryfie ulgowej.

SZUKAMY ODPOWIEDZI
     Tych dwóch dróg nie można rozdzielać. Są jak dwupasmówka. Kiedy zamkniemy jeden pas, czeka nas gigantyczny korek (i wszystkie związane z tym nieprzyjemności). Recepta, którą Jan serwuje jest zdumiewająco prosta (pewnie dlatego, że nie mówił tego do ludzi doskonałych). Zresztą ci rzekomo doskonali (faryzeusze) o takie rzeczy, jakoś nie pytali. Mieli inne problemy (ważniejsze zapewne), zamiast nich przyszedł - mówiąc dzisiejszym językiem "margines" społeczny.To jest niesamowity przekaz Ewangelii. Prawda jest dla WSZYSTKICH. Nie dla tych pobożnych, porządnych, bez skazy i zmazy. Nie dla tych, którzy niczego w życiu nie popsuli, którym wszystko wychodzi idealnie, którzy błędy popełniają tylko "od święta" albo w ogóle. Jest dla nas. Co ciekawe według przekazu Ewangelistów to właśnie ci niedoskonali przychodzili najczęściej, żeby jej szukać. Może dlatego że "idealni" nie czuli potrzeby wyzwolenia z czegokolwiek, a Chrystus powiedział jasno i wyraźnie: "Prawda was wyzwoli".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz